71 komentarzy

  1. ~Mela

    Najbardziej wkurzajacy jest to ze,my tez bylysmy dzieci,tez nasze tatusiowie miale te same problemy 25 lat temu(zmeczony bo pracuje)mama mi wychowala,byla przy mnie kiedy bylam smutna,byla na kazdym mojm przystawieniu zadiwolona i dumna,spierala mi na kazdum kroku,pomagala mi w nauce,czytala mi ksiazki,spiewala,dawala mi rady przy moj pierwszy chlopak,byla ze mna 1 dzien uniwersytetu i kiedy dostalam dyplom na zakonczenie.Jest ze mna teraz kiedy sama jestem mamo,a moj ojciec? Zmeczony,tal sie napracowal ze nie ma ani grosza.Nie obchodzi mi jego zycie,tak jak jego tez nie obchodzilo moje.Czasem kiedy odwiecam moj kraj (Kuba) daje mi jakies 15 dolary ale dla mojej mamie Kupilam dom 4 pokojowy,wyremontowalam i dalam w prezencie za to wczystko co dalej robila i robi.Jest teraz ze mna w polsce pomaga mi chwilowo przy dziecku,mamy to najlepsza kumpela na swiecie.

    Odpowiedz
  2. ~Marta

    Eh doskonale Cię rozumiem. Ja jestem młodą mama, córcia moja ma 5mc. Oczywiście z facetem moim chcieliśmy tego dziecka.. ale chyba za wcześnie było na takie decyzje. Teraz dopiero minie 2,aga jak jesteśmy razem i coraz bardziej poznaje go i widzę że to nie facet dla mnie. Juz jak byłam w ciąży stwierdził, że depresję miał przezemnie i moje chimerki. Zero oparcia,zero pomocy tylko narzekanie i kłótnie. Jak się mała urodziła myślałam, że jednak się coś zmieni. Na pewien czas przeniosłam się d o rodziców aby troszkę mi pomogli bo byłam po cc a w domu wiem,ze pomocy bym nie miała bo tamten pracuje. Ale przyjeżdżał do nas co dziennie. Tyle że na to tez zaczął narzekać ze musi jeździć .no błagam skoro kocha dziecko powinien się poświęcić a nie tylko narzekać. I tak w kółko ciągle narzekanie marudzenie ze się nie ma siły, że jest zmęczony bo on pracuje. A ja co siedzę w domu… tyleż ja 24/24 siedzę dzieckiem gdzie nieraz naprawdę już nie mam siły mimo że mała jest dla mnie wszystkim to nosic 9kg nieraz cały dzień to jest naprawdę ciężko ale on tego nie rozumie a szkoda. Niedługo kończy mi się remont w domu i mamy wrócić, prawdę mówiąc boje się i obawiam ze nie dam rady albo nie rade dam bo teraz tez daje ale przez kłótnie wykończe się psychicznie :( tyle razy mówiłam, że to koniec ale o n chyba nie rozumię. Mecze się z nim, i on nieraz twierdzi ze tez ma dosyć wiec ja się pytam po co to wszystko. Nie lepiej odejść być samemu. Mieć ten wewnętrzny spokój. Bo przecież co róż go stresuje.. ale niestety nigdy nie ma go gdy jest potrzebny. Eh sama nie wim juz co robić :(

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      Wiesz…jak teraz dajesz radę bez niego, mimo tego że jest obok. To i bez niego obok też dasz radę, moze i nawet lepiej. Pogadajcie ze sobą a jak nie to trzeba podjąć decyzję. Miotanie się bezkońca nie ma sensu, bo nikomu nie służy.

      Odpowiedz
  3. ~poradzcie_co_robic

    wedlug niego to najlepiej by bylo jak bym ja sie zajmowala sama dzieckiem domem i jeszcze pracowala… bo temat pracy tez jest u niego wiecznym problemem. ja uwazam ze dziecko majace 1 rok i 7 miesiecy powinno jeszcze byc w domu a on do pracy wygnal by mnie najlepiej miesiac po porodzie bo tylko kasa sie liczy… no i to ze zyje z jego pieniedzy wszystko jest jego a moje nic…. chodz od kad mieszkamy razem ja mam swoje pieniadze poniewaz bylam na maciezynskim potem mialam zasilek z urzedu pracy ale on tego nie widzi….

    Odpowiedz
  4. ~poradzcie_co_robic

    mój mąż jest kierowca zawodowym i jeździ ciężarówką po europie, nie ma go miesiąc w domu mieszka wtedy w aucie, po miesiacu zjeżdża do domu na tydzień. jest wtedy dobrym ojcem widac ze kocha malego nad zycie i dal by mu wszystko co by mogl ale ta opieka na dzieckiem ogranicza sie do zabawy jak trzeba dac malemu jesc to wtedy jest „mama” zmienic pampersa „mama” polozyc malego spac tez „mama”, czasami zdaza sie ze to zrobi nie mowie ze wcale ale to jest rzadko. w domu nie robi nic bo twierdzi ze to do niego nie nalezy ze kiedy wraca z pracy to chce odpoczac a wszystkie obowiazki naleza do mnie pranie sprzatanie gotowanie i cala reszta… twierdzi ze ja mam za dobrze w domu i ze nic nie robie a on sie poswieca wyjezdzajac i pracujac na nas. jak to on mowi „nie po to ma kowal cegi zeby sie parzyl” i ze nie po to sie żenił zeby teraz musial sobie np. prasowac:( uwaza ze ja jestem leniwa bo gdy prosze go zeby mi cos pomog w domu to poprostu nie chce mi sie tego zrobic. kiedy jestesmy gdzies spoznieni to tez moja wina bo za dlugo cos robilam ( a w tym czasie ja musze ogarnac siebie i dziecko dac malemu jesc spakowac go wyprasowac ciuchy na wyjscie swoje dziecka i męża) a maz nie robi w ty czasie nic. a spoznienie przeze mnie… duzo bym mogla tak wymieniac taakich sytuacji… co do naszego wspołżycia tez jest to zadko bo twierdzi ze to ja powinnam sie starac… a ja poprostu jak on mnie tak traktuje to na to staranie zwyczajnie nie mam ochoty…. powiedzcie mi co mam robic, chciala bym odejsc ale wiecie sami jak to jest… co ludzie powiedza czy sobie poradze no i maly nie bedzie mial taty….:(

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      hym….tu chyba nie ma dobrej rady. Polecam Ci przeczytać http://rodzice.mamadu.pl/116740,jestem-mezatka-mloda-kobieta-przypadkowa-matka-nie-potrafie-juz-kochac-mojego-meza oraz odpowiedz http://malgorzataohme.mamadu.pl/116761,droga-a

      Ode mnie mogę dodać-Jeśli sama wszystko robisz, ogarniasz siebię, dom, dziecko, masz swoje pieniądze i nie chcesz z nim być, chcesz odejść. To dlaczego miałabyś sobie nie poradzić bez niego? Przepraszam, że to powiem, ale właściwie już jesteś sama bez niego i jak widać świetnie dajesz sobie radę. Dziecko może mieć dalej tatę, tak jak ma na tydzień czy więcej. Nie wyklucza to rozstania. Pisze też o tym w moim kolejnym poście http://zperspektywybrzucha.blog.pl/milosc-nie-wystarcza/

      Siły życzę.

      Odpowiedz
  5. ~Nika

    Fajny tekst, oczywiście że mąż-ojciec powinien pomagać żonie w domu, dzielić się obowiązkami przy dziecku itp. Tylko sytuacja ta wygląda trochę inaczej gdy mąż oprócz pracy zawodowej, ma jeszcze obowiązki na gospodarstwie, a tak jest w naszym przypadku. Dlatego póki ja jestem w domu z synkiem większość zajęć domowych wykonuję sama i nie widzę w tym problemu. Mam czas na zabawę z synem, spacer, ugotowanie obiadu, posprzątanie domu… baaa nawet książki mam czas czytać i to niczyim kosztem. Wystarczy dobra organizacja:) W weekendy kiedy, mąż nie idzie do pracy a wykona inne swoje obowiązki, wtedy ja mam wolne, wszystkie obowiązki przy synu on przejmuje :)

    Odpowiedz
  6. ~joanna

    jakze pieknie napisane. dodalabym tylko to, ze facetowi trzeba uswiadomic, ze to nie jest jedynie pomoc dla nas mam, ale tez tworzenie wiezi z dzieckiem a takie wymigiwanie sie od rodzicielskich obowiazkow tworzy takich ludzi jak ja, ktorzy niby maja ojca a go nie maja tak naprawde

    Odpowiedz
  7. ~jenny!

    Mój Tata zawsze się denerwował: jak to pomagam w domu? My się dzielimy obowiązkami! Mój mężczyzna jest rewelacyjnych kucharzem, zakupy robimy wspólnie, sprzątamy też razem i przede wszystkim jest najlepszym Tata na świecie. I taki model rodziny chcę przekazać naszym dzieciom. A wszystkim innym rodzinom gratuluję braku szacunku zarówno do siebie jak drugiej połowy.

    Odpowiedz
  8. ~Emilia

    Jak czytam Wasze komentarze to dochodze do wniosku, ze powinnam swojego meza calowac po stopach. hahah ;) Ja od prawie 2 lat jestem z corka w domu. Codziennie sprzatam, gotuje itp, ale gdy maz wraca z pracy ( pracuje fizycznie) to On zajmuje sie mala i robi to z przyjemnoscia, to on kompie corke i kladzie spac. od 3msc pracuje na nocki wiec wychodze z domu ok 8 pm ale z czystym sumieniem moge zostawic z Nim corke , bo wiem, ze potrafi sie nia zajac i jest wspanialym tata, zakupy do domu tez robi, nawet czasami pomoze przy obiedzie, pozmywa naczynia, sprzatnie jak ma sobote wolna, wyjdzie na specer, nawet nie musze go o to prosic. chyba jestem szczesciara i nie doceniam mojego meza:)

    Odpowiedz

  9. Mnie trafił się Skarb! Mój mąż uwielbia bawić się z naszym synem. A syn czeka na niego niecierpliwie i od godziny 16:00 jest tylko „tata, tata”. :) Ja rzeczywiście zajmuję się domem, mam swoją firmę, w której pomaga mi mąż kiedy tylko nie wyrabiam. Jesteśmy młodzi- Młodego urodziłam mając 24 lata a w czerwcu na świat przyjdzie nasze kolejne maleństwo. I co?! Jesteśmy szczęśliwi! Co najważniejsze wychowujemy razem. Mój mąż jest rozsądny, dobrze karmi. To on kąpie, on obcina paznokcie Młodemu (bo mnie Młody nie pozwoli, a u niego siedzi pokorniutko). Mamy też prawda dziadków. Są młodzi, pracują. Ale zawsze chętnie, kiedy tylko mają czas zabierają Młodego, żebyśmy mogli trochę odetchnąć. Nie jest idealnie. Kłócimy się- uważam, że to normalne. Czasem komuś brakuje cierpliwości (najczęściej to ja jestem tą osobą :P). Wnerwiają mnie jego skarpetki, to, że nie sprząta za sobą. Ale świata sobie bez moich chłopaków nie wyobrażam! Życzę wszystkim udanych, przede wszystkim partnerskich relacji!

    Odpowiedz
  10. ~za4mcemama2

    Przede wszystkim trzeba zaznaczyć, że mężczyzna mieszkający z kobietą ( nie ważne czy jest chłopakiem, mężem) nie pomaga kobiecie w domu. Dom jest jej i jego,więc każde robi swoje. Tak samo jest z dzieckiem.Chyba, że dziecko zrobił listonosz to wtedy mąż może przy dziecku pomagać. Niestety zauważyłam, że dużo młodych kobiet uważa, że facet pomaga w domu.Nie mówiąc już o starszych. W moim związku idealnie nie jest,ale mąż od narodzin naszego dziecka zajmuje się małą bardzo dużo. Pierwszy wykąpał małą po powrocie ze szpitala, sama byłam obok,ale to on umył dziecko i tak jeszcze wiele razy, aż przestałam się bać, że mała wyślizgnie mi się. Obecnie nasze dziecko ma prawie 11-mcy i szczerze mówiąc tatuś sam mówi,że może być bardzo zmęczony,ale jak zobaczy uśmiech na twarzy malutkiej i usłyszy jej śmiech to jest mu lepiej. Sama widzę, że malutka szuka wzrokiem tatusia jak wyjdzie on do innego pokoju,czy pójdzie do sklepu. Oczywiście zdarzają się dni, kiedy ja mam dość bycia w domu z małą,bo kaprysi,woli się bawić zamiast jeść,krzyczy i mąż po pracy widzi mnie wściekłą a sam chciałby odpocząć,ale trzeba to przejść. Różnie bywa. W każdym razie moim zdaniem my kobiety często same powodujemy lub ułatwiamy mężczyznom podjęcie decyzji o zrzuceniu na nas spraw dziecka i domu. Wystarczy, że nie mówimy facetom o tym co nam się nie podoba(oczywiście może to iść w drugą stronę), zaciskamy żeby i sprzątamy dom,ogarniamy dziecko,bo facet i tak nas nie zrozumie. Robimy z siebie Matki Polki umęczone zamiast porozmawiać z partnerem. Poza tym jest jeszcze jedna opcja: dziadkowie. Jeśli mamy dobry kontakt z dziadkami możemy od czasu do czasu poprosić babcię czy dziadka o zajęcie się maluszkiem. Dziadkowie będą zadowoleni, maluchy też no i my :) Nie mówiąc o partnerze wracającym do domu, który nie usłyszy narzekania, że jego kobieta znowu nie miała chwili spokoju. Tak na zakończenie: mężczyzna prowadzący wózek, czy bawiący się z dzieckiem na placu zabaw to super widok :) Pozdrawiam

    Odpowiedz
    1. ~Kasia

      Ale wszystko to pod warunkiem że facet dziecka chce !

      Bo jeśli to będzie tylko wymysł i fanaberia kobiety: „bo siostra ma… a mamusia kazała” to facet nigdy tatą nie będzie a jedynie mężem matki, rozumiesz?

      Oczywistym jest, że mój mąż jest najwspanialszy na świecie ;) pod tym względem, ale z moim własnym ojcem było już inaczej, więc mam na sprawę ogląd z dwóch stron.

      A konsekwencje wcale nie spadają na ramiona kobiety… tylko dziecka/dzieci. Nie zdajecie sobie z tego sprawy ale tak jest.

      Odpowiedz
  11. ~prawdę powiem

    Dziecko to największa kara i porażka. Rujnuje ciało kobiety, a potem niszczy relację między 2 ludzi. Z jakiej racji tylko mężczyzna ma pracować?! Skoro kobieta chciała bękarta, to niech też idzie do pracy! Rozplodowe krowy myślą, że im wszystko wolno, że facet będzie zasuwal aż mu się pojawi garb i że będą obciążać system świadczeń socjalnych. Należy strzelać do rozplodowych krów. Jestem 100% za aborcją, bo dziecko generuje same problemy. Taka jest prawda. Nie piszcie o Bożym błogosławieństwie lub darze od losu, bo sami w to nie wierzycie, tylko powielacie utarte frazesy.

    Odpowiedz
    1. ~kala

      Jeśli nie masz dzieci, nie masz prawa się wypowiadać. Jeśli dziecko psuje relację między 2 ludzi to ta relacja jest mniej niż słaba. Jeśli PARA decyduje się na dziecko to nie rozumiem dlaczego piszesz o krowie rozpłodowej a nie bydle rozpłodowym. Ja rodzę za tydzień, pracuję dziesięć lat i ani dnia nie spędziłam na utrzymaniu męża ( najbliższego roku też nie spędzę bo będę na płatnym macierzyńskim), choć tobie nic do tego kto jaki podział ról wprowadza w swojej rodzinie. Mężczyzna ma sam pracować przez rok, jeśli go to przerasta to nie zasługuje na miano mężczyzny. Wiesz co oznacza słowo bękart? Niestety problem polega na tym, że dzisiejsi mężczyźni są namiastką tego czym być powinni, rozpieszczonymi przez mamy ( na szczęście będę miała córkę) dzieciakami, które nie wiedzą na co się piszą i sorry ale jeśli praca i kilka obowiązków po niej ich przerasta to nie zawracać głowy dojrzałym kobietom tylko siedzieć u mamusi. Szkoda, że twoi rodzice nie mieli takiego jak ty podejścia do sprawy. Byłoby o jednego, niedojrzałego, zdziecinniałego, podłego człowieka mniej na tej ziemi….

      Odpowiedz
      1. ~Kasia

        A dlaczego „na szczęście” będziesz miała córkę? Córki można rozpieszczać?

        Poza tym: kobietom korona z głowy spadnie jeśli będą opiekować się- własnym- dzieckiem ? Kobieta na macierzyńskim ma na głowie tylko dom i dziecko. Facet: dom, dziecko, pracę, finanse, często zakupy itd.

        Piszę o większości a nie zaradnych, mądrych kobietach, które potrafią ogarnąć własne życie.

        I uprzedzam pytania: mam dziecko 14-letnie. Okres niemowlęcy jest akurat najprzyjemniejszym jeśli chodzi o „obowiązki”.

        Odpowiedz
      2. ~Z

        AMEN!
        Mimo iż mam cudowego męża zajmującego się dzieckiem, drugie w drodzę, nigdy nie siedziałam w domu. Ale nareście ktoś napisał prawde.
        Bo macierzyństwo i tacierzyństwo to ciężka praca – a nie błogosławieńswo. I albo się spełniacie w tym, albo się roztajecie.

        Odpowiedz
    2. ~Kasia

      Ostro napisane ale niestety to prawda…..

      Ale da się to wszystko pogodzić jeśli dziecko pojawia się na świecie za obopólną zgodą i świadomie…. a często w polskich rodzinach jest na zasadzie: ona chce a on boi się sprzeciwić a jeśli się sprzeciwi to jest „foch” na całego….

      Odpowiedz
    3. ~mamcia

      Kochana prawdę ci powiem, szalejesz po różnych blogach niestety dlatego, że ileś tam lat temu nie zastrzelono rozpłodowej krowy, Twojej Matki.
      Jeżeli programowo nie chcesz zostać mamą, to czemu nie pozwalasz na to innym? Wolno Tobie – nie, wolno innym – tak…
      Zaś co do obciążeń systemu socjalnego. Nasz polski tak działa, że ja pracowałam na emerytury moich rodziców, a na moją – między innymi moje dzieci. Ty ich nie będziesz miała, bo nie chcesz. Powinnaś więc w ZUS-ie i swoim funduszu złożyć oświadczenie, że od bękartów urodzonych przez rozpłodowe krowy nie przyjmiesz ani złotówki, kiedy już skończysz 67 lat i że będziesz się utrzymywać do końca swoich dni z własnych pieniędzy. W końcu jako kobieta pracowałaś bez bękartowych obciążeń.

      Odpowiedz
    4. ~mamcia

      Niedokładnie spisałam Twój nick powinno być: prawdę powiem. I dodać: relatywną.

      Odpowiedz
    5. ~xoxo

      Twoja matka rozumiem też powinna była zostać rozstrzelana, bo była „rozpłodową krową”, która wydała na świat „bękarta”?

      Żądam, abyś oficjalnie zrzekł się emerytury. Cudze dzieci nie będą pracować na „bękarta krowy rozpłodowej”, której nie zastrzelono.

      Dziękuję za uwagę.

      Odpowiedz
    6. ~Prawdę Ci powiem

      Poprostu jesteś niedojrzały i/lub niezrównoważony psychicznie. Nigdy nie powinieneś mieć dzieci i nigdy nie powinieneś się wiązać w poważne związki. Nigdy nie obiecuj kobietom normalnego domu Zamiast zrzucać winę na „rozplodowe krowy” to się wykastruj… a najlepiej mózg i wtedy będziesz mial sprawę z głowy. Posiadanie potomstwa jest zapisane w genach (nie wszytstich jak widać- i dobrze to armagedon dla świata powielanie takich genów). Na szczęście natura złe geny eliminuje. Powiem Ci to prosto w oczy,że jesteś zbędnym ogniwem ludzkiej ewolucji takim wyrostkiem robaczkowym do wycięcia. Weż se to do serca i zaknij się w pokoju i nie wyściubiaj nosa bo nie pasujesz do nikogo.

      Odpowiedz
  12. ~Kasia

    Ciśnie sie na usta okrzyk: BZDURY !

    Ale….

    Wszystko sprowadza się do tego, kto tego dziecka chciał… bo pomyślcie kobietki: może gdyby nie wasz tępy upór i chęć „zmiany niegrzecznego chłopca – w którym się tak naprawdę zakochałyście- w podtatusiałego misia pandę ” to i wasze życie było by bez trosk, spokojne, szczęśliwe….

    Ale jeśli dziecko daje wam szczęscie… to co znaczy ten facet , który jeszcze trochę poprzemyka się między kuchnią a łazienką? Jeśli byłyście z nim tylko w celu poczęcia, to może wypuście go spod swoich „skrzydeł” (czytaj: macek) i niech idzie w cholerę??

    WNIOSEK: wypośrodkuj… i kobieto i mężczyzno… Facet, chcesz mieć szczęśliwą niegderającą babę? Traktuj ją tak, jak na początku….

    Kobieto, chcesz mieć księcia z bajki ? Pocałuj czasem tę żabę….

    Ludzie, trochę dobrej woli i można góry przenosić, a dla was problemem jest szklanka w zlewie i ręcznik na podłodze……

    Ten świat na głowie staje….

    Odpowiedz
    1. ~gośka

      bardzo ciekawy artykuł, tylko, że:
      Ad.1. Nie chce im się, bo są zmęczeni po pracy.
      Ad.2. Nie chce im się, bo są zmęczeni po pracy.
      Ad.3. Nie chce im się, bo są zmęczeni po pracy.
      Ad.4. Nie chce im się, bo są zmęczeni po pracy.
      A tak poważnie:
      Ad.1. Nie pamiętam, by mój mąż czytał kiedykolwiek z dziećmi książkę, prędzej telewizję obejrzą razem. „Masz lepszą dykcję” – no fakt mam, bo więcej czytam………..
      Ad.2. Zależy kto ma jakie hobby i charakter – mój mąż na stacjonarne hobby – więc dzieci nie nauczą się od niego „bezpiecznego ryzyka”, raczej ode mnie – razem od wielu lat jeździmy konno, to ja uczyłam je jeździć na rowerze, na łyżwach, łazić po drzewach.
      Ad. 3. – Trzeba zapytać moich dzieci, ale ciężko powiedzieć o moim mężu że jest „spontaniczny i skłonny do ryzyka”. To raczej ja jestem zwariowana i nieprzewidywalna.
      Ad.4. Powtórzę: trzeba zapytać moich dzieci………

      Odpowiedz

  13. pracuję, zajmuję się dzieckiem, mąż też pracuje i mi pomaga. ale wcześniej ciężko było o tą pomoc. dlaczego? bo ględziłam. efekt dała dopiero terapia szokowa. kiedy przez jeden dzień zachowywałam się tak jak on. kiedy specjalnie nic w domu nie zrobiłam- nie widzi efektów mojej pracy, to niech spojrzy sobie kiedy jej brak. niedomyty nuż walający się po tym jak go użył? leżał sobie i gnił dopóki sam się nie wkurzył bo zaczęło mu to przeszkadzać. nie jestem złośliwa, faceci to mądre stwory ale mają problem z poznaniem konsekwencji (szczególnie jeśli mamusia za nich wszystko robiła), bo zawsze znajdzie się idealna pani domu która z dobroci serca zrobi coś za niego a on się potem dziwi o co ma focha. a jakie pożądanie! wiem że to zabrzmi dziwnie, ale gdy pokazałam pazurki mąż o wiele bardziej zaczął się na mnie ślinić :)

    Odpowiedz
  14. ~chachaaaaaaaaaaaa

    Powiedziałam to babci, która wychowała 8 dzieci, oto jej komentarz: ja tego świata nie rozumiem,
    teraz kobiety są słabowite.

    Odpowiedz
  15. ~Grabaż

    Pracujący po 14 godzin dziennie mężowie, dodatkowo pomagający w domu w tygodniu i w weekend pozdrawiają wszystko wiedzące, zarozumiałe mamy ;). Bawcie się dobrze. Mi stronę pokazała żona i wiecie co Panie śmiech na sali nie wiedziałem że dziecko przez cały okres dorastania to problem, z którym sobie nie radzicie. No ale każdy lubi sobie wynagrodzić „ciężką” pracę i po marudzić bo to takie polskie przecież. Według autorki faceci przerzucają tylko papiery a potem piwo brawo i kto tu widzi stereotypy? To ciekawe jak wy zareagujcie na to że miejsce kobiety jest w kuchni? Też stereotyp. Więc może tak z łaski swojej zajmijcie się dzieckiem, które z tak wielkim trudem i bólem wychowujecie a nie piszecie bzdury w internecie mącąc w głowach innym kobietą.

    P.S. Pomagam w domu w tygodniu i w weekend mimo długich godzin pracy, a ty droga autorko jak sobie za męża wzięłaś nieroba to hoduj go dalej i pracuj, a nie marnujesz swój cenny czas (podobno masz go za mało ale ciągle widzę za dużo bo masz czas na pierdoły). Ja właśnie zmarnowałem 15 minut z mojego cennego czasu bo żona zaprezentowała mi ten artykuł (a mogłem ten czas spędzić z nią). Polecam role dziennikarki onetu tam lubią takie krzykliwe temaciki na niskim poziomie merytorycznym.

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      nic mi nie wiadomo o tym, żebym miała męża a tym bardziej męża nieroba. Trochę dystansu panowie.

      Odpowiedz
      1. ~Grabaż

        Hmm to ciekawe męża nie masz dzieci może też to po co taka fikcja literacka cytując moją żonę po przeczytaniu komentarza. To po co krytykujesz jak nie wiesz jak to jest kolejny artykuł palcem pisany po tym maśle z noża. Ja nie potrzebuje dystansu za to polecam starą dobrą szkołę życia:) autorce a nie pisze bo gdzieś słyszała… B**** PLEASE

        Odpowiedz
        1. zuzoon

          Panie Grabażu w dyskusję wchodzić nie będę bo widzę, że nie ma sensu.
          Męża mieć nie trzeba, żeby być w związku. Szczęśliwym czy nieszczęśliwym. Życie znam, takim jakie mi było dane poznać. Pana nie oceniam, proszę nie oceniać mnie a szczególnie po jednym wpisie. Zapraszam do przeczytania reszty i wypowiadania się później o tym czy jestem życiowa czy nie. Pozdrawiam.

          Odpowiedz
          1. ~Ania

            Gratulacje za tekst! Niczego nie mozna uogolniac, nie wszystko trzeba tez osobiscie przezywac, mozna byc przeciez oberwatorem. Znam wiele przypadkow idealnych zon, ktore z jednej strony chca byc idealne, a z drugiej maja ochote wszystko rzucic, bo czuja sie niedocenione. Mezowie tez sa rozni. Jeden bedzie po pracy biegal z wozkiem po osiedlu, a drugi gapil sie w telewizor z butelka piwa w dloni. Moze taki tekst zwroci uwage ktoregos meza na kobiete obok niego i popatrzy on na nia innymi oczami, a moze tylko rozdrazni, ze przypomina mu sie o jego obowiazkach i autorke wyzwie od feministek, bo tak latwiej, niz przyznac sie do bledu…

    2. ~Maya

      To jest króki opis kilku ostatnich lat mojego życia, mąż jak raz na tydzień po prośbach i groźbach wykąpał dziecko (oboje pracujemy) to przez następny tydzień słyszałam jak on to „pomaga”. Dzień po dniu, ze zmęczenia, zdenerwowania (ile razy moża prosić o wymine uszczelki? okazało się, że 5 miesięcy, chydraulika nie wołałam, bo orzekł, że szkoda pieniędzy). Rozstaliśmy się, skoro jestem i tak sam sobie zostawiona, to przynajmniej nie będę musiała mu jeszcze prać, sprzątać i gotować i wieszać ręcznik i wycierać łazienki. Smutne, że nie potrafił docenić, że żona to też człowiek,a nie tylko taka od przynieś, wynieś, pozamiataj, kiedyś przyznał, że żałuje, szkoda, że za poźno…wybaczcie błędy dalej mi się chce płakać, jak do tego wracam, że można tak wykorzystaćdrugiego człowieka w imieniu rodziny, i że dałam siętak wykorzystaćprzez lata…

      Odpowiedz
  16. ~cinus230

    Na początku chciałbym zaznaczyć, że do przeczytania tego bloga zmusiła minie żona :P Moje życie jako faceta wygląda prawie jak wyżej opisane z tym ŻE:
    Po pierwsze: autor artykułu gdyby popracował na budowie (a nie za biurkiem zapewne) 5 dni w tygodniu po 12 h i w sobotę kolejne 8 (zapewne sobota wolna) miał energie i siłę zajmować się dzieckiem, ogarnął dom, zrobił pranie itp itd… ja bym mu wręczył osobiście nagrodę nobla.
    Po drugie: jak ja zasuwam w robocie to jeszcze po pracy mam sprzątać ?? wtf?? a żona to co leżeć i pachnieć tylko ma??
    Po trzecie: niech sobie znajdzie prace i zarobi tyle co ja i założył bym się że dom wcale nie byłby gorzej utrzymany (a myślę że lepiej) i nie miałbym nic w tym aby zajmować się dzieckiem.
    Po czwarte”Ona robi w domu, sprząta, pierze, zajmuje się dzieckiem i też cały dzień nie ma chwili dla siebie” każde małe dziecko w dzień śpi, no może prawie każde także bez przesady … za każdym razem gdy wracałem do domu wcześniej i dziecko spało widziałem żonę na kompie…
    Po piąte „potrafią tylko zrzędzić.” szczególnie przed okresem . Założę się że to naukowo udowodnione
    Po szóste zamiast zajmować się mężem i dzieckiem czytają takie pierdoły( ciekawe jak są takie zabiegane skąd znalazły czas????)

    Odpowiedz
    1. ~ma

      Mam 2 prace dziecko i męża. Mąż ma prace i nas. Po pracy biegnę do dziecka i całą energię poświęcam jej. Wychodzę na dwór, na plac zabaw, bawię się z nią, oglądam bajki. Do tego piorę, sprzątam pracuję a wieczorem siadam do drugiej pracy (jestem grafikiem). Mój mąż mi „pomaga” w obowiązkach domowych. Nie jest ideałem i wiele niedociągnięć ma ale ja też. A w tym tekście drodzy Panowie, którzy się tak bardzo obrażacie, chodzi o to żeby żony nie musiały was prosić o „pomoc” w domu lub przy dziecku. Żebyście czasem zauważyli że te wasze żony dają dużo z siebie i je docenili. Skoro ja mogę po pracy wykrzesać energię dla dziecka i jeszcze dać sobie radę z domem to czemu wy nie? Czemu to ma być wysiłek? Przecież to sama przyjemność uczestniczyć w życiu własnego dziecka i przeżywać jego radości. Te opisane w tekście żony w końcu swoich mężów i ich pracę doceniają. I uwierzcie że zazdroszczą że po pracy mają tą chwilę dla siebie. One tez by chciały. Może pozwólcie im czasem. Powiedzcie coś miłego, docencie posprzątany dom, ugotowany obiad, zadbane dziecko. Wymagacie żeby żony doceniały waszą pracę to i wy je doceńcie

      Odpowiedz
    2. ~kitka

      W kwestii komentarza, oto jak zaczyna się dzień kobiety z małym dzieckiem ( 11 m-cy, raczkujące, ściągające wszystko do czego sięgnie, otwierające szuflady – etap – nie spuszczać z oka.
      6:00 – pobudka, mleko dla dziecka, ,słaba kawa dla mamy
      6:15 – 7:00 – szykuję śniadanie dla męża i idę pobiegać 45 min (to jedyny czas tylko dla mnie)
      7:00 – 7:30 – prysznic, ubieram się, przebieram małego, mąż wychodzi do pracy
      7:30 – 8:00 – wstawiam zupę, szykuję marynatę do mięsa na drugie danie i inne składniki na obiad, oczywiście wszystko z oczami na plecach, bo mały buszuje po podłodze
      8:00 – 9:00 – ścielę łóżka, ogarniam łazienkę, bawię się z małym
      9:00 – 9:30 – kaszka dla małego (nakarmienie go zajmuje mnóstwo czasu)
      9:30 – 10:00 szykujemy się do spaceru
      10:00 – 10:30 spacer
      10:30 – 11:00 zupa dla małego + karmienie go
      11:00 – 11:30, usypianie (noszę na rękach prawie 12 kg)
      11:30 – 12:00 , mały śpi, a ja, jak to pięknie przedmówca ujął ,siedzę przed kompem, czytam wiadomości, sprawdzam maile , nie włączam tv przy małym, więc to jedyne źródło informacji co dzieje się na świecie. Max 30 min, na więcej nie mam czasu.
      12:00 – 13:00 – wszystkie czynności, które mogę zrobić tylko jak mały śpi, np. prasowanie, sprzątanie łazienek, umycie podłóg (na mokrych mały się rozjeżdża), w zależności co jest do zrobienia
      13:00 -14:00 – kończę szykowanie obiadu dla siebie i drugiego dania dla małego (oczywiście cały czas mając dziecko na oku), , jeśli mały jest spokojny wstawiam jakieś ciasto, jem obiad
      14:00 – 14:30 karmię małego (drugie danie)
      14:30 – 15:00 – sprzątam po biedzie, zmywam, itd
      15 ;00 – 16:00 spacer
      16 ;00 – 16 ;30 – mały je podwieczorek
      16:30 – 17:00 sprzątam, odkurzam, ogarniam rozniesione po całym domu zabawki, wrzucam pranie – itd
      17:00 -18:00 godzina zabaw intelektualnych, czytam książeczki, pokazuję cyfry, liczby, zwierzątko, itd
      18:00 – 18:30 – tańczymy (mały na moich rękach), turlamy się po podłodze, zabawy ruchowe
      18:30 – 19:00 – przyjeżdża mąż, obiadokolacja dla niego, bawi się z dzieckiem
      19:00 – 19:30 kolacja dla małego
      19:30 – 20:00 kąpiemy razem synka, ja go karmię, mąż go usypia.

      Przedstawiłam standardowy dzień, oczywiście w tygodniu trzeba też zrobić zakupy, drobne prace porządkowe w ogrodzie, itd.

      Dodam, że jeszcze karmię piersią (mały nie umie pić z butelki) i nadal budzi się w nocy (23:00 i 3:00) na jedzenie. Do czynności codziennych należy dodać jeszcze karmienie, przewijanie, czasami przebranie, Podnieś, połóż, przenieś dziecko, niech to będzie tylko 2 razy w ciągu 10 godzin, to przerzucasz 240 kg.

      Mogę wrócić do pracy, będę zarabiać tyle co mąż i:
      - tak , dom będzie ogarnięty jak zrobi to sprzątaczka;
      - nie będzie domowych obiadów
      - mały wyląduje w żłobku lub z opiekunką,
      synka zobaczę rano i wieczorem (wyjeżdżam z domu o 88:00 wracam 18:30)
      na pewno nie zobaczę jego pierwszych kroków, małych osiągnięć i porażek.

      czy jest lekko – nie, czasami nie mam czasu zjeść, o 20:00 padam. Natomiast mamy z mężem ustalone, że weekend jest weekendem tatusia i to on zajmuję się całe 2 dni małym. Możecie mi wierzyć, że cieszy się, że może iść w poniedziałek do pracy i odpocząć.
      Aaaaaa – dziś mogę odpisac na twój komentarz tylko dlatego, że odwiedziła mnie siostra i to ona teraz zajmuję się małym !

      Odpowiedz
      1. ~niania

        Hej.
        Podczas usypiania włączaj Małemu spokojną muzykę,. Ważne, żeby co dzień tą samą. Przyzwyczai się, ta określona piosenka będzie kojarzyła mu się ze spaniem. Na początku noś go przy tej piosence, po kliku dniach włącz piosenkę, ponoś go chwilę, a później usiądź z nim na kolanach, tak, żeby był w półleżącej pozycji, jak zaśnie przełóż do łóżeczka. Jak się przyzwyczai, że z nim siadasz kiedy usypia, to po kilku dniach włącz piosenkę i od razu z nim usiądź, bez noszenia. Po kolejnych kilku dniach takiego usypiania włącz piosenkę i od razu spróbuj go położyć w łóżeczku lub na łóżku.
        Powinien załapać, że przy tej danej piosence zasypia.
        Spróbuj, nie będziesz musiała go nosić przy zasypianiu, w końcu kręgosłup tylko jeden;)
        Pracowałam jako niania kilka lat i zawsze usypiałam dzieci tym sposobem.
        Pozdrawiam.

        Odpowiedz
      2. ~niania

        Spokojnie możesz uczyć go już pić z kubeczka niekapka lub kubeczka z rurką :) Dużo ułatwia, bo w ten sposób także możesz dawać mu mleko :)

        Pozdrawiam.

        Odpowiedz

  17. Dobitnie, inteligentnie, prawdziwie. Każdy facet powinien to sobie powiesić na monitorze/telewizorze/lodówce czy gdzie tam najczęściej zagląda i czytać. I pamiętać.

    Odpowiedz
  18. ~maz, ojciec

    Moje drogie Panie. Natura tak stworzyła ludzi, nie inaczej. Kobieta z natury lepiej zajmie się małym dzieckiem, ojciec później pokaże mu jak „polować” itp. Wiem, że istnieją takie „mądre” panie feministki, które prawdopodobnie nawet dzieci własnych nie mają, a najwiecej głosu zabierają. Może i panowie według nowoczesnych pań powini zając się dziećmi bardziej, a może to natura tak nas ukształtowała i proszę teraz nie zawracać Wisły kijem, bo to na prawdę nie pomoże Waszym zwiazkom. Macie problem, mąż za mało pomaga? Bo tylko tyle tak na prawdę może, facet nie ma w genach opieki nad małym dzieckiem, czego dzisiejsze feministki się domagają i Bóg wie czego jeszcze. Jeśli macie problem – porozmawiajcie, pokażcie w czym może jeszcze pomóc, jak Was odciążyć. To może przynieść skutek pozytywny. Próby wymagania „siłowego”, czy fochowego, nie pomogą. Facet NIE potrafi z natury opiekować się małym dzieckiem i tyle. Natury się nie zmieni. Możemy Wam tylko pomóc.

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      zupełnie się nie zgodzę i to nie z racji tego że jestem lub nie, feministką. Facet potrafi równie dobrze zająć się dzieckiem. I powtórze- jego rola nie polega na pomaganiu tylko byciu ojcem. Pomagać może babcia, dziadek, ciotka, koleżanka itd. Dziecko jest wspólne a nie matki

      Odpowiedz
    2. ~kobieta-nie-typowa

      Jeśli wszystko tłumaczysz naturą, pytanie – po co wylazłeś z jaskini? Nie zauważyłeś, że ludzkość poczyniła ogromny postęp? Zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Zatarły się różnice i kobiety radzą sobie w wielu dziedzinach życia nie gorzej niż mężczyźni. Jeśli facet nie potrafi się opiekować małym dzieckiem, to chyba jest trochę nierozgarnięty. Gdyby rola mężczyzny sprowadzała się do zapłodnienia, zasadnym było by wzorem modliszki skonsumować go, a nie zakładać rodzinę.
      Co się tyczy feministek, to nie masz pojęcia co to jest ten feminizm i jakie są jego założenia. Nie każda kobieta, która się domaga „Bóg wie czego” to feministka.

      Odpowiedz
    3. ~monia

      gadasz pierdoły, jak facet chce to potrafi…ja wróciłam do pracy jak syn miał pół roku i wtedy nie było zmiłuj się..mąż pomagał a dodam,że oboje pracowaliśmy na zmiany włącznie z nocnymi zmianami i tak sobie ułożyliśmy grafik,żeby zawsze była opieka do syna…i mój mąż gotował,sprzątał, prał,robił zakupy no i wychodził z dzieckiem na spacer i bawił się z nim….więc teoria,że facet z natury nie potrafi się zająć dzieckiem jest do bani…po prostu Trzeba chcieć

      Odpowiedz
    4. ~Gaja

      jeszcze proszę dodać że natura tak ukształtowała faceta, że sam przy sobie nie jest w stanie zrobić… że faceci z natury są flejtuchami i brudasami… gdzie stoją tam nabrudzą i szczególnie im nie przeszkadza jak mieszkają w chlewie… w końcu to ich własny chlew… to nie tajemnica, że rozwalają ciuchy gdzie popadnie… nie wiedzą co zrobić z własna brudną bielizną…. świnienie w łazience i kuchni to ich sposób na życie… z lodówki to by się musiało wylewać, aby któremuś z facetów przyszło w końcu do głowy że to coś też się myje… fakt, że jak się coś wyleje to należy wytrzeć, przekracza zdolności intelektualne przeciętnego faceta…. to nie chodzi o pomaganie… to chodzi o dbanie o własne otoczenie… w końcu jak panowie jesteście sami, nikomu nie musicie pomagać, wracacie po ciężkiej pracy do domu, to co robicie… siadacie i płaczecie że wróciliście do syfu, który sami zrobiliście… podejrzewam, że niektórzy starają się ogarnąć swoją jaskinie… ale dlaczego, czuja się absolutnie i w zupełności z tego zwolnieni, kiedy pojawi się żona… niech chociaż ogarną to co sami naświnili…

      Odpowiedz
      1. ~mujer

        Jakie to prawdziwe! Trafiłam właśnie na takiego – na początku miodzio, czysty, zadbany, z zachowania prawdziwy mężczyzna. Czar prysł, kiedy ze sobą zamieszkaliśmy. Okazał się być nie tylko życiową ofermą (do dziś nie mogę pojąć, jak to się stało, że tyle razy był prezesem różnych firm), ale też syfiarzem, jakich mało… Owszem, o higienę ciała dba, ale wszędzie wszystko rozlewa (ale wytrzeć już nie ma komu), jak robi sobie coś do jedzenia, to potrafi zużyć połowę sztućców i talerzy dostępnych w domu, porozpieprzać wszystko po całej kuchni, zostawić, usiąść do komputera i zapomnieć. Jak gotuje zupę z torebki, to oczywiście kończy się zalaniem połowy kuchni, bo jest tak wpatrzony w ekran laptopa, że o Bożym świecie nie pamięta. Łazienka po jego myciu się wygląda jak po powodzi. Jak wyjechałam na dwa tygodnie, to po powrocie nie poznałam mieszkania… Jego biurko w domu wygląda – dosłownie – jak chlew; centymetrowa warstwa kurzu, resztki jedzenia i odbite denka od kubka. Ale najlepsze – w pracy ma kubek, z którego nałogowo pije colę. Nie wiem, kiedy ostatni raz go mył, bo jedyne co robi, to dolewa kolejne porcje, a kubek pod koniec dnia ląduje w szufladzie po to, by następnego dnia być w użyciu z powrotem. Na samą myśl mi niedobrze, bo ja swój myję za każdym razem.

        Na początku (głupia) łaziłam i sprzątałam co nabrudził. Później prosiłam, błagałam, żeby po sobie sprzątał, potem się wkurzałam, krzyczałam. Bez efektów. Teraz przyjmuję bardziej postawę olania i czekam, aż sam w końcu coś zrobi. Często to się kończy przymusem zaciskania zębów, jak brudne gary leżą po dwa dni, ale staram się być twarda. Np. dziś rano nie było ani jednej czystej łyżeczki, umyłam więc jedną, zamieszałam herbatę i odłożyłam tam, skąd wzięłam, czyli do zlewu pełnego garów ;) Może to go nauczy, że żeby czyste naczynia nie biorą się z powietrza, tylko najpierw ktoś je musi umyć. Pewnie gdyby ktoś do nas przyszedł, to od razu by było na mnie, bo przecież „to jak jest w domu (i jak wygląda facet) świadczy o kobiecie”, tylko dlaczego to zawsze kobieta ma ogarniać wszystko, a to facet nabrudzi, siada przed komputerem i ma w d.?

        Zastanawiam się często, z czego wynika to, że on taki jest i od razu moje myśli wędrują do jego matki (której nie znam). Jak to możliwe, że nie nauczyła go dbania o czystość w domu, mycia garów, sprzątania po sobie? A jego była żona? Też we wszystkim go wyręczała i to przez naście lat? Nie mieści mi się to w głowie… Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że taka postawa facetów, to w dużej mierze zasługa samych kobiet, które najpierw wyręczają we wszystkim swoich synów, a potem mężów. Ale to tylko moja teoria ;)

        Odpowiedz
        1. ~gośka

          masz rację. Tacy mężowie i tatusiowie to wina i MAMUŚ i TATUSIÓW. Mamusie wyręczają synusiów we wszystkim, czasami nawet w odrabianiu lekcji, żeby się synuś czasem nie przemęczył, albo nie nauczył zbyt dużo. Ale również wina tatusiów, którzy zalegają na kanapie i traktują żonę jak służącą. Synuś ma taki przykład w domu. I taki model później przenosi.
          PS. Znam kobietę, skądinąd inteligentną, wykształconą, dobrze zarabiającą, która codziennie rano biegnie do sklepu dla synusia po świeże bułeczki i robi mu herbatkę w termosiku, żeby się synuś nie przemęczył i nie poparzył czasami.
          Ciekawostka – synuś ma 19 latek…………………

          Odpowiedz
    5. ~gośka

      hmmmm, w genach mówisz………… a cóż to „w genach” mają panowie, mężowie, ojcowie? picie piwa przed tv lub komputerem wieczorem? Jeśli żona, matka musi mieć „w genach” wymianę uszczelki czy umiejętność porąbania drewna do kominka (bo pan mąż i ojciec zmęczony po pracy), to niechże panowie dopatrzą się u siebie „genu sprzątania” czy „genu opieki nad dzieckiem”. Skoro przychodzę z pracy, zajmuję się obiadem, praniem, odrabianiem lekcji z dzieckiem, to dlaczego mąż i ojciec siada na kanapie i oczekuje: obiadu, czystych skarpetek czy dobrze wychowanego dziecka? Dziecko i dom są WSPÓLNE. I obydwoje mają o nie dbać.

      Odpowiedz
  19. ~bebe

    Porozrzucana meska garderoba to nic nowego. Kiedys mialam dosc i ,,upiekszylam,, ta gaderoba wszystkie lampy i zylandowle w domu. Tak wiec wisialy sobie skarpety,majtki i inne.Na pytanie sasiadki /kolezanki bylego/ – a coz to ? – odpowiedzialam ze to nowa szafa mego meza. Narobilam mu po proszu wstydu. A i problem zniknal :)

    Odpowiedz
  20. ~zaneta2034

    Tekst poruszający sedno problemu ale już nie mojego :) .Przeczytałam jednak z zainteresowaniem i aż się uśmiechnełam pod nosem. Moj eks miał irytujący nawyk zostawiania skarpet przy fotelu, działało to na mnie jak czerwona płachta na byka! ale nigdy nie zrobilam mu o to awantury tylko grzecznie odnosiłam na miejsce. Wytlumaczylam sobie , że skoro go kocham to z wadami :) I najważniejesze to zachowac równowage w relacjach partnerskich. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  21. ~julia

    dawno nie czytałam tak dobrego i zgodnego z niejedną rodzinną rzeczywistością tekstu.

    Odpowiedz

  22. To niestety jest taka patowa sytuacja. Każda strona „pracuje” i każda po powrocie drugiej chce odpocząć. Tylko najczęściej jest tak jak piszesz, on chce OGÓLNIE odpocząć, a marudne, wieczorne dziecko nie jest definicją odpoczynku.
    W moim doświadczeniu sytuacja o tyle była na ostrzu noża, że nocami byłam sama i praktycznie w dzień, bo tata odsypiał nocki. Jednak nie mogę mu odmówić tego, że w weekendy pozwalałam mi pospać do woli, pod warunkiem, że nie pracował.
    Mówi się , że dziecko zbliża. Mi się zdaje, że dopiero dziecko jest prawdziwym testem partnerstwa w związku :)

    Odpowiedz
  23. ~Amela

    tak sobie czytam i czytam i chyba jestem winna komentarz mojemu facetowi…na wstępie zaznaczam,że ma swoje wady i nie jest ideałem..ale…rodzina to dla niego podstawa, ma sporo kolegów ale odkąd jesteśmy razem..3 lata, pomimo wielu zaproszeń z ich strony jeszcze ani razu z nimi nie wyszedł..pomimo akceptacji z mojej strony- mówi ze wystarczą mu pogawędki na siłowni. Przed moim wyjściem z pracy zawsze mam telefon o której będę, bo chce zdążyć z obiadem i posprzątać przed moim przyjściem, więc jak wracam do domu zawsze zastaje czyściutkie mieszkanie z ciepłym, przepysznym posiłkiem. Wspólnie marzymy o powiększeniu rodziny, jest to dla nas priorytet, niestety narazie się nie udaje, ale zobaczymy jak to będzie jak pojawi się mały skrzat:)..moęe wtedy wybierze kolegów, wtedy sprostuje mój post:)…

    Odpowiedz

  24. pokazałam notkę mężowi (choć na pewno nie mogę o nim powiedzieć, że jest „niby-mężem” czy „niby-ojcem” bo stara się bardzo). jeszcze tego samego dnia miałam naprawioną kratkę w łazience i kilka innych „pierdół”, o które prosiłam od kilku miesięcy :-) więc ja również dziękuję za ten tekst!

    Odpowiedz

  25. świetny tekst! i na pewno warto go pokazać „tatusiom z doskoku” :) My zostaniemy rodzicami lada dzień ale myślę że mój mąż się sprawdzi w roli ojca troszkę lepiej ;) ciążę zdał na 6! :D pozdrawiam :)

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      dzięki, że myślisz o nas. Niedawno rozmawialiśmy z M o integracji sensorycznej. Może się przyda. Dziękuję.

      Odpowiedz
      1. ~Hania

        odkąd trafiłam na bloga z Onetu czytam wiernie ale z pisaniem u mnie gorzej, świetnie piszesz…. trzymam kciuki za córkę mocno, bardzo mocno…. za Was też….

        Odpowiedz
  26. ~Bartek

    Jako facet mówię że to dobry tekst na szczęście nie wszyscy tak mają …. Po roku tacierzynskiego zrozumiałem jak dużo pracy to was kobitki kosztuje i to dziś mnie denerwuje pozostawiona przez żonę nie umyta łyżka czy nie wyzucony z rana pojemnik po jogurcie ;)

    Odpowiedz
    1. zuzoon

      Miło mi to słyszeć.
      A co do pojemnikach po joguecie… w każdym z nas jest coś denerwującego. Niezależnie od płci. We mnie też, wiem to :)

      Odpowiedz

  27. Dobrze napisane. Nie rozumiem czemu kobiety z automatu wiedzą co i jak, za to chłopom wszystko trzeba wyłuszczać bo im się zdaje, że jak jedno zrobią to juz się kobieta powinna cieszyć. Dziekuje Bogu że moj mąż sie poczuwa do wszystkich swoich obowiazków, więc już nawet te okruchy na blacie czy to ze zapomniał wziąć śmieci nie wkurza mnie az tak bardzo ;)

    Odpowiedz
  28. ~Karolina

    Jej, normalnie brak mi słów. Jakbyś mieszkała u mnie w domu, nawet z tym nożem jest tak jak napisałaś. Świetna jesteś!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>